Żegnaj Afryko

Jakiś czas temu pożegnałam Afrykę. Wiem, że nie na zawsze, więc zbytnio się nie martwię. Ostatnie dni były pełne emocji, pracy, wykańczania projektów, pożegnań. Z jednej strony było mi przykro, z drugiej – wszyscy starali się umilić mi ten czas i jak najbardziej pomóc. Dzieciaki szykowały dla mnie występy, przyjaciółki oraz Annet szyły dla mnie ugandyjskie sukienki. Każdego poranka robiłam szczegółowy plan dnia uwzględniając każdą minutę. Bardzo się tu zżyliśmy. Moja afrykańska rodzina pokochała mnie jak córkę, siostrę, ciocię – w zależności od wieku. Znalazłam tu również babcię. Bycie wnuczką w Afryce jest nieco inne. Tutaj babcia bierze wielki kosz fasoli, grochu lub orzechów i zabiera wnuczkę na wspólne łuskanie. Dostąpiłam również i tego zaszczytu wspólnej pracy. Gdy ktoś pozwala ci tutaj pracować, oznacza to, że traktuje Cię jak członka rodziny. Większość Ugandyjczyków woli awanse w drugą stronę – stanie się tak ważnym, że mimo pokrewieństwa nikt nie pozwoli ci nawet spojrzeć na pracę. Ja za to zadowalałam się ścieżką kariery wędrującą w nieco innym kierunku. Nie chwaląc się zbytnio, zmieniłam tutaj obraz europejskiej kobiety. 🙂 Okazało się, że mimo koloru skóry potrafię pracować i robię to całkiem nieźle. Prestiżu dodał mi fakt, że obieram najszybciej ziemniaki. Jedna ze starszych kobiet – głowa rodu, aż przystanęła widząc jak to robię. Stałam się więc dla niej „tą, która za szybko obiera ziemniaki”. Później często to wspominała, spoglądając na mnie z szacunkiem. Dzięki temu mogłam potem pracować z nią w jej domu. Dobrze, że nie widziała mnie jak kaleczę się obierając z grubej skóry kasawę…

Przez te dziewięć miesięcy pokochałam Ugandę- czerwone drogi, błoto po kostki, zapach pyłu i dymu, niemiłosierne słońce, herbatę smakującą ogniskiem, kaszę z mąki kukurydzianej, jaszczurki wędrujące po ścianach, czapati smażone przy drogach… Dużo by opowiadać. Czas jednak znów zadomowić się w Polsce. Dostałam pracę w przedszkolu, uczę się do egzaminu językowego i… opowiadam o Ugandzie. W moim miejscu pracy stworzono specjalny projekt. Napisałam go razem z moja współpracownicą. W ciągu kilku tygodni zebraliśmy już kilkanaście kilogramów ubrań dla dzieci. Uganda nie daje o sobie zapomnieć 🙂

 

Komentarze
  1. Ania |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *